O
mnie

Pomagam kobietom lepiej zrozumieć siebie — przez pracę z enneagramem, archetypami kobiecości i symboliką, która od wieków towarzyszy ludzkiemu rozwojowi.

Łączę w tym doświadczenie naukowca z wieloletnią praktyką menedżerską oraz narzędziami psychologicznymi i rozwojowymi.

Nie uczę gotowych odpowiedzi.

Pomagam odnaleźć własne.

Poznaj moją historię

Dzień dobry.

Nazywam się Klaudia Bosak. Witam Cię serdecznie w miejscu, w którym opowiem Ci, kim jestem. Jaka jest moja historia. Co przeszłam. I jaką wiedzę z tego wszystkiego wyniosłam — żebyś mogła z niej skorzystać, jeśli akurat tego potrzebujesz.

I

ROZDZIAŁ 01

Dziecko, które
kochało naturę

Od dziecka uwielbiałam się uczyć. A przede wszystkim — umiłowałam naturę.

Kochałam na zabój lekcje przyrody. Rozpływałam się też na polskim, podziwiając magię słów działającą na moją wyobraźnię.

Każdy ma chyba swoją ulubioną książkę z dzieciństwa? Moją było ABC Przyrody — ogromna księga, taka jak te, które układa się na ołtarzu, i o jakiej zawsze marzyłam. Kiedy pogoda nie sprzyjała wędrówkom po lasach, parkach, górkach i pagórkach, otwierałam ją i podróżowałam.

Z perspektywy czasu nie dziwi mnie więc moja decyzja, choć w tamtym momencie wydawała się dziwna i spontaniczna: postanowiłam studiować fizykę. Dlaczego? Uznałam, że na fizyce nauczę się czegoś znacznie większego. Na prawdziwe zrozumienie Wszechświata.

Czułam, że fizyka jest po to,

by nauczyć się „czytać” naturę .

II

ROZDZIAŁ 02

Język, którego
szukałam

Jako fizyk byłam jak Mulder z Archiwum X, który powtarzał swoje słynne „I want to believe”. Mnie nie zależało na odzyskaniu siostry od kosmitów, ale w fizyce intuicyjnie wyczuwałam — albo miałam nadzieję poznać — coś w rodzaju języka do zrozumienia magii i cudów.

Jako młody naukowiec bardzo mocno tkwiłam w „szkiełku i oku”, w umiłowaniu rozumu dualnego. To dość przewrotne, zważając na to, że sama fizyka kwantowa podważa rozumowanie „chłopskie”, wprowadzając logikę trójwartościową — moją prywatną magię.

W fizyce miałam nadzieję poznać, coś w rodzaju języka do zrozumienia magii i cudów.

III

ROZDZIAŁ 03

Poszukiwania nowych

koncepcji

Prawdziwe zrozumienie mocy słów i myśli przyszło do mnie trochę po studiach, kiedy trafiłam na hermetyzm oraz różne koncepcje, które można określić jako psychologię kwantową. Bowiem, używają one teorii kwantowych do opisywania mechanizmów psychicznych — mówiąc prościej: traktują psychikę człowieka z taką samą precyzją, z jaką fizyka traktuje materię. Na studiach spotkałam tylko jedną osobę prowadzącą podobne badania i, krótko mówiąc, środowisko nie potraktowało jej dobrze — w oczach doktorów na sali, grant na takie badania nie był „sprzedawalny”.

Myśl, że fizyka kwantowa jest nierozerwalnie związana ze świadomością, nie była odosobnionym wymysłem. Popierała ją grupa najwybitniejszych fizyków tamtej epoki.

Jednak był pewien precedens, który mnie nie opuszczał: wielki uczony, ojciec psychologii Carl Gustav Jung wymieniał się poglądami z laureatem Nobla w fizyce kwantowej, Wolfgangiem Paulim — razem tworząc kwantowe teorie psychofizyczne. To pokierowało moje zainteresowanie właśnie w tę stronę.

Odrzuciłam propozycję doktoratu z nanostruktur na rzecz prawdziwego studiowania psychologii, roli świadomości w fizyce kwantowej, psychotroniki — będąc w głębokim przekonaniu, że żadna uczelnia nawet nie naucza tego czego szukam. Skupiłam się na pracy z ludźmi — jako osoba zarządzająca projektami, budująca zespoły, procesu, coach. Wciąż, nieśmiało, rozwijałam teorie kwantowe jako holistyczny sposób spojrzenia na człowieka.

Na mojej ścieżce pojawiły się kolejne osobliwość fizyków - które szeptały, że nie oszalałam, że jeżeli tacy Geniusze kierowali się w tę stronę to czemu tak łatwo, bez wahania mainstream wyśmiewa i skreśla te podejście?

Kluczowy artykuł Eugene Wigner nosi tytuł: „Remarks on the Mind-Body Question” (Uwagi na temat zagadnienia umysł-ciało). Został opublikowany w 1961 roku jako część większego zbioru esejów zatytułowanego The Scientist Speculates (pod redakcją Irvinga Johna Gooda).

To właśnie w tym tekście Wigner oficjalnie wprowadził do fizyki kwantowej pojęcie ludzkiej świadomości jako elementu niezbędnego do dokonania kolapsu funkcji falowej i opisał słynny eksperyment myślowy znany dziś jako „Przyjaciel Wignera” (Wigner's Friend). W swoich późniejszych esejach, pod presją Ivy League i środowiska naukowego, pisał już o świadomości ostrożniej – nie jako o sile sprawczej, ale jako o "limicie naszej obecnej wiedzy".

Myśl, że fizyka kwantowa jest nierozerwalnie związana ze świadomością, nie była odosobnionym wymysłem Wignera. Popierała ją cała grupa najwybitniejszych fizyków tamtej epoki.

Erwin Schrödinger (twórca słynnego równania falowego i paradoksu kota w pudełku) wydał w 1958 roku serię wykładów pod tytułem „Mind and Matter” (Umysł i materia), które później połączono z jego wcześniejszym dziełem w jedną książkę: „What is Life? with Mind and Matter”. Schrödinger podszedł do tematu jeszcze radykalniej niż Wigner. Zainspirowany starożytną indyjską filozofią (Adwajta Wedanta), doszedł do wniosku, że świadomość jest tylko jedna. Pisał, że wielość świadomości, którą odczuwamy jako oddzielni ludzie, to iluzja. Świat materialny istnieje tylko w relacji do umysłu, a podział na „ja” i „świat zewnętrzny” jest sztuczny.

John von Neumann w swojej fundamentalnej książce z 1932 roku (Matematyczne podstawy mechaniki kwantowej) udowodnił matematycznie, że cały świat fizyczny (w tym przyrządy pomiarowe, a nawet ludzkie oko i mózg) podlega prawom kwantowym. Tak zwany Łańcuch von Neumanna: proces pomiaru tworzy nieskończony łańcuch. Von Neumann wykazał matematycznie, że ten łańcuch fizycznych oddziaływań można zatrzymać w dowolnym punkcie, o ile ostatecznie zarejestruje go świadomy umysł.

John Archibald Wheeler stworzył koncepcję „Wszechświata Uczestniczącego” (Participatory Universe). To on bronił poglądu, że obserwator nie jest tylko biernym świadkiem rzeczywistości. Twierdził, że akt obserwacji dosłownie powołuje rzeczywistość do istnienia – nawet wstecznie w czasie (udowodnił to w słynnym eksperymencie z opóźnionym wyborem). Używał metafory, że wszechświat bez obserwatora jest jak pętla, która nie może się domknąć.

Chociaż może tak naprawdę słowa ojca fizyki kwantowej zostały ze mną na o wiele dłużej niż powinny:

„Uważam świadomość za fundamentalną.

Uważam materię za pochodną świadomości.

Nie możemy wyjść poza świadomość ani stanąć poza nią.

Wszystko, o czym mówimy, wszystko, co uznajemy za istniejące, zakłada istnienie świadomości.”

Max Planck

The Observer (London, England) (25 January 1931)

IV

ROZDZIAŁ 04

Praca z enneagramem

Przełomem w moim rozumieniu człowieka było odkrycie enneagramu — nie tylko jako systemu opisu osobowości, ale jako języka, który pozwala zobaczyć mechanizmy stojące za naszymi decyzjami, lękami, talentami i sposobem budowania relacji.

Pamiętam moment, w którym Ada powiedziała mi:

Teraz jestem już pewna! Jesteś 7w8!

Poczułam

Poczułam ogromne zrozumienie siebie.

Po raz pierwszy poczułam, że ktoś opisał mnie lepiej, niż potrafiłam zrobić to sama.

Poczułam, że mam swoje miejsce przy stole.

Że nie muszę już walczyć z własną naturą, tylko mogę ją zrozumieć.

Zrozumiałam

Zrozumiałam, dlaczego jedne zadania dodają mi energii, a inne mnie gaszą.

Dlaczego pewne zadania przychodzą mi naturalnie, a inne wymagają wysiłku.

Dlaczego w jednych sytuacjach rozkwitam, a w innych zaczynam działać z poziomu stresu i przetrwania.

Nagle wiele rzeczy zaczęło układać się w całość.

Zobaczyłam

Zobaczyłam, że moja wielozadaniowość, szybkie uczenie się, łączenie pozornie odległych tematów i dostrzeganie możliwości nie są wadą wymagającą naprawy.

Są moją naturalną kompetencją.

To odkrycie szybko przełożyło się na bardzo konkretną decyzję zawodową.

Wraz z kolejnymi latami pracy zaczęłam używać enneagramu nie tylko do rozwoju własnego, ale wkrótce do pracy z ludźmi. Wykorzystywałam wiedzę również podczas negocjacji i współpracy z kontrahentami. Wiedząc, że rozmawiam z osobą o zupełnie innym sposobie postrzegania świata, mogłam dobrać język, argumenty i sposób komunikacji do tego, jak ta osoba naturalnie funkcjonuje.

100+

ROZMÓW ROZWOJOWYCH

Sesje do 90–120 minut, analiza typu, sesje coachingowe

1:1

PRACA Z ZESPOŁAMI

Ścieżki kariery, mocne i problematyczne strony, przeciwdziałanie wypaleniu

9

TYPÓW, JEDEN JĘZYK

Inny styl komunikacji i negocjacji dla każdego typu

Niestety, długo nie dopuszczałam do siebie tego, ale w końcu to do mnie dotarło. W korporacjach pracownik jest wierszem w Excelu, w którym najważniejszą kolumną jest marża, jaką zarabia na nim firma.

Mogłam używać swojej wiedzy, by jak najdłużej trzymać ludzi w jednym miejscu, na najwyższej możliwej marży.

Nie mogłam używać swojej wiedzy, by przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu czy szukać pracownikom projekty zgodne z ich rozwojem — bo czasem kosztowało to strukturę utratę niezdrowej marży na poziomie 60%, finansującej owocowe czwartki czy kolacje integracyjne.

Jak pewnie się domyślacie — long story short — mój świat wewnętrzny bardzo szybko chciał się z tego procesu wypisać.

A ja zrozumiałam, że docieranie do esencji człowieka jest moją iskrą.

V

ROZDZIAŁ 05

Wiedza Tajemna

Droga życiowa uparcie prowadziła mnie do pozycji alchemicznych i hermetycznych, które długi czas równie uparcie odrzucałam jako pseudonaukę.

Kiedy na studiach buszowałam w antykwariacie szukając używanych podręczników do fizyki pierwsza talia tarota spadła mi na głowę! Byłam w szoku i przerażeniu. Poskładałam karty w panice, i wybiegłam z antykwariatu. Zastanawiałam się, czy nie powinnam pójść do kościoła obmyć się wodą święconą, po dotykaniu tych "szatańskich podmiotów".

Spotykałam randomowych ludzi, którzy przy wybieraniu marchewki na warzywniaku czy bułek w piekarni odkrywali przede mną tajemnice alchemii. Posiadając już talię, która znalazła mnie mniej agresywnym sposobem. Wróciłam po kilku latach do antykwariatu. Znalazłam tę samą talię. Ta talia wybrała mnie i nauczyła mnie wiele.

Tarot stał się bramą, przez którą przeszłam do swojej „Narnii”.

Talie, które posiadam, jedna po drugiej uczyły mnie symboliki i umiejętności czytania pism alchemicznych — tak zwanej wiedzy tajemnej.

"pierwsza talia tarota spadła mi na głowę"

Wiedza Tajemna, nie jest tajemna, bo jest ukryta.

Jest tajemna, bo jest niedostępna dla osób, które nie znają odpowiedniego języka,

języka symboliki.

Każda zaawansowana wiedza specjalistyczna może być nazywana wiedzą tajemną — trzeba poznać język danej specjalizacji, żeby zrozumieć zaawansowane prace.

Poznanie tego języka zajęło mi parę lat. Ta praca sprawiła, że nieświadomie odbudowałam w sobie archetyp kapłanki — jeden z archetypów kobiecych. Układając i analizując różne karty, tłumacząc stare teksty, medytując, łącząc pozornie niepasujące do siebie elementy puzzli, zrozumiałam, że wiedza tajemna w tym tarot, nie są jest narzędziem do wróżenia przyszłości czy uprawiania czarów. Są mapą naszej psychiki i rzeczywistości.


Wiem, że to pytanie pojawia się w głowie wielu osób, kiedy czytają moją historię:

Sama zadawałam sobie to pytanie. Długo.

Jak to możliwe, że fizyk, umysł ścisły— osoba wychowana przez naukę, na dowodach, równaniach i „szkiełku i oku” — zajmuje się alchemią i symboliką? Czy to nie jest jakaś sprzeczność?

Odpowiedź, którą znalazłam, jest taka: nie przestałam myśleć krytycznie. Zmieniłam tylko to, do czego to myślenie stosuję.

Na studiach uczono mnie, że świat da się opisać równaniami — i że to, czego nie da się zmierzyć, nie istnieje, albo przynajmniej nie jest „naukowe”.

Ale sama fizyka kwantowa, ta, którą tak kochałam, pierwsza podważyła ten pewnik.

Pokazała mi, że rzeczywistość bywa rozmyta, że obserwator zmienia obserwowane, że logika nie jest tylko czarno-biała.

I tu chcę powiedzieć jedną rzecz jasno:

to nie jest jakieś odjechanie w stronę czegoś, co nauka odrzuciła.

To powrót do korzeni, z których nauka wyrosła.

Wystarczy otworzyć podręczniki fizyki i chemii z XVII wieku, kiedy to "nauka się zaczynała", żeby zobaczyć, jak głęboko wiedza tajemna jest wpleciona w fundamenty nauki.

Mam na swojej półce Epitome Naturalis Scientiae Daniela Sennerta z 1618 roku — jeden z podręczników, z których POKOLENIA studentów uczyły się fizyki.

Już na pierwszych stronach, w liście otwierającym całą książkę, Sennert cytuje Hermesa Trismegistosa — nie jako ciekawostkę, ale jako autorytet uzasadniający, czemu fizyka jest godna szacunku, postawiony tam obok świętego Pawła i świętego Augustyna.

Gdyby nie alchemia, chemii by po prostu nie było.

Dla mnie jest niezrozumiałe, jak nauka może odrzucać wiedzę, która stoi u jej własnych fundamentów. To trochę jak dziecko, które odrzuca rodziców.

Symbolika, alchemia, archetypy — traktuję je nie jako wróżbę, ale jako język.

Tak jak matematyka jest językiem, którym fizyka opisuje materię, symbolika jest językiem, którym można opisać psychikę.

Nie da się zmierzyć emocji linijką. Nie da się zważyć wzorca, który powtarza się w czyimś życiu od dzieciństwa. Ale można go nazwać, zrozumieć, opisać — jeśli ma się odpowiedni język.

Tarot nie przepowiada mi przyszłości. Jest mapą. A ja, jako naukowiec, po prostu nauczyłam się czytać tę mapę z tą samą uważnością, z jaką czytam wykresy czy sponsorowane badania naukowe.

VI

ROZDZIAŁ 06

Brama do kobiecości przez harmonię

Studiując enneagram, zrozumiałam, że jako 7w8 cały czas lecę na swoim skrzydle 8, najbardziej męskim typie ze wszystkich. Ale jako 7 mam też drugie skrzydło — 6, którego używałam mniej, choć je mam. 6 jest najbardziej kobiecym typie ze wszystkich.

Wtedy też zrozumiałam, że nie bez powodu na VII karcie tarota jest rydwan ciągniony przez dwa konie: białego i czarnego.

Zwycięski wojownik wymachuje berłem, powożąc Rydwanem Triumfu. Nie trzyma lejców — kieruje końmi wyłącznie siłą czystej woli i koncentracji umysłu. W ten sposób panuje nad swoimi kapryśnymi rumakami: jednym czarnym i jednym białym, które ciągną w przeciwne strony. Zwycięzca ujarzmia sprzeczne siły, podporządkowując je swoim ambicjom i woli.

Kiedy ciało powiedziało „nie”

W wieku 25 lat moje zdrowie się posypało. I kurtyna reformy oświatowej z 1903 roku oraz standaryzacji medycyny z 1910 roku spadła z moich oczu, odsłaniając, jak naiwna byłam jako młody naukowiec. Mój organizm odmówił posłuszeństwa. Po roku zabawy w laboratoryjną świnkę morską do testowania różnych tabletek hormonalnych, opuściłam luksusowe centra medyczne, by wejść do skromnych gabinetów „szarlatanów”.

Chcę tu tylko powiedzieć, że nie straciłam w międzyczasie umiejętności krytycznego myślenia — i odróżniałam osoby, które nadużywały miana leczniczego po weekendowym kursie parzenia ziół, od tych, które naprawdę wiedziały, co robią.

Odwiedzałam gabinety homeopatów i lekarzy medycyny chińskiej. I znowu — jak to ja — zaczęłam czytać, czytać i czytać. Analizować i porównywać. Okazało się, że dieta i suplementy w połączeniu z psychologią opanowały mój stan. Wtedy mój stan zaczęłam widzieć nie tylko jako "moje ciało mówi nie" ale moje ciało mówi nie, bo chce mi pokazać, że nie pielęgnuję, nie dbam i nie rozwijam swojej kobiecości. Będąc kobietą. I to we mnie obudził się bardzo ciekawy stan buntu.

zaczęłam widzieć, że moje ciało mówi "nie!", bo chce mi pokazać, że nie pielęgnuję, nie dbam i nie rozwijam swojej kobiecości. Będąc kobietą

Czy wcześniej nie czułam się kobietą? Nie rozumiałam, co to znaczy.

Miałam zranioną kobiecość, przez co miałam też zafałszowany obraz kobiet. Przyciągałam toksyczne relacje z innymi dziewczynami — zwłaszcza w szkole, w wieku dziecięcym — których nie rozumiałam. Czułam, że moje koleżanki są fałszywe, zazdrosne i zawistne. Istniały wtedy takie grupki „mean girls", i chyba w ramach obrony sama się do takiej w późniejszym okresie zaliczałam. Chociaż wolałam po prostu trzymać się sportu, muzyki i chłopaków, których świat był prosty do zrozumienia. Ale ja do niego nie pasowałam — bo kolegując się z chłopakami, jesteś postrzegana jak kolega, nie jak potencjalna dziewczyna. A gdy zaczynasz być postrzegana jako potencjalna dziewczyna, tracisz moc „kolegowania się".

Wyrosłam w polskiej, kobiecej linii rodu, w której kobiecość ma swój bardzo konkretny archetyp: matki Polki, „Zosi Samosi", Baby-Chłopki. Jeżeli coś było do zrobienia, to się to robiło — z facetem, bez faceta, i mimo faceta. Ciężkiej pracy żadna kobieta się tam nie bała, a miłości nie pokazywała przytulając i mówiąc, że kocha — tylko sprzątając i szykując obiad. Nie było piszczenia i cieszenia się, skakania z radości, gdy dostaje się prezent od życia. Było raczej: „dziękuję, nie trzeba było".

"Z tym, jak pokręcona bywa kobiecość w Polsce, rozprawia się już wiele osób — między innymi Natalia de Barbaro w książce „Czuła przewodniczka", ale są też mocniejsze pozycje, jak „Chłopki" Joanny Kuciel-Frydryszak. Rozpoznałam w nich sporo z mojej własnej linii matczynej.

To nie jest tylko moja prywatna historia — to wzorzec, który niesie w sobie ogrom polskich kobiet, i to jest realny, ważny temat, a nie tylko moja rodzinna anegdota.

Po nitce do kłębka

To była najtrudniejsza a zarazem dająca największy efekt praca — praca z archetypami i podświadomością zbiorową kobiecego rodu, którą w sobie nosiłam.

Nie wiedziałam, co robić, więc intuicyjnie zaczęłam pracować z żywiołami. Budowałam na tej podstawie całą koncepcję powrotu do kobiecości, rozumiejąc, że mapa mówiąca alchemicznym językiem, którego nie zawsze rozumiem, prowadzi mnie do pełni kobiecości — nie do ¾ czy połowy, jak dostępne polskojęzyczne książki.

Moc myśli i manifestacji zaczęła dla mnie dość sprawnie działać na zasadzie „mówisz, masz” — więc pewnego dnia powiedziałam, że jestem głęboko przekonana, że w XXI wieku nie trzeba wymyślać koła na nowo. Byłam przekonana, że ktoś już to zrobił. Że ktoś to ogarnął. Że nie może być tak, że muszę to robić od zera.

I pojawiło się zrozumienie, dlaczego z uporem w liceum zmieniałam klasę tylko po to, żeby uczyć się rosyjskiego. Ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę: po co chcesz się uczyć rosyjskiego? Otóż po to, że na mojej drodze stanęła Larisa Renar — cudowna istota, którą odnalazłam, i z wielką ulgą odkryłam, że ona już ma opracowane koło, i to całkiem porządnie zbudowane. Dzięki jej pracy moja szkoła kobiecości nabrała przyspieszenia — i mogę pisać ten dział na mojej stronie. W dużej mierze korzystałam z dorobku naukowego Larisy, za tę możliwość jestem jej ogromnie wdzięczna. I sobie — za to, że opanowałam tę piekielną cyrylicę.

Nie chodziło o to, żebym teraz miała być lekka i delikatna. Wiedziałam, że Xena Wojownik i inne feministyczne kobiety to też archetypy kobiecości. Nie odrzucałam ich — sama nimi byłam — ale nie chciałam dłużej być tylko nimi. Chciałam zasmakować, choćby na chwilę, jak to jest być kobietą, która wyraża się jak słodka bułeczka, którą chce się schrupać, albo jak to jest być kobietą piękna, jak rozkwitająca piwonia.

Moim problemem było też to, że miałam adoratorów — byłam niedostępna, więc budziłam w mężczyznach instynkt zdobywcy. Miałam kolegów. Ale nie widziałam w nich kandydatów na mężów, a oni nie widzieli we mnie kandydatki na żonę. W końcu zauważyłam coś ważnego: o ile pociągałam i magnetyzowałam, to nie rozkochiwałam w sobie.

Jednocześnie rozpoczęłam pracę z archetypem kobiecości — kochanką, artystką — zapisując się na lekcje tańca orientalnego, tak zwanego tańca brzucha. To poprowadziło mnie dalej, do badania orientu: studiowanie stylów tańca jak beledi, iraqi, saidi i innych folklorów pokazywało mi różne archetypy kobiecości, różne sposoby wyrażania kobiecości. Ale przede wszystkim sam taniec orientalny — skupiony mocno na ruchach miednicy, klatki, włosów, głowy, na obrotach, skłonach, rękach — sprawił, że poczułam się jak kobieta.

VII

ROZDZIAŁ 07

Nauka języków i budowanie tożsamości

Kiedy miałam 25 lat, zaczęła się kulminacja „przemiany", transformacji, czy też „obudzenia", jak to się teraz nazywa. Niektórzy sugerowali kryzys wieku średniego... Ale dla mnie to był moment buntu, w którym zrozumiałam ze uwarunkowanie, w które uwierzyłam mnie ogranicza i czuję się jakbym żyła w klatce ograniczającej moje skrzydła.

Proces zajął mi kilka lat. Otoczyłam go podróżowaniem solo — bo intuicyjnie czułam, że tylko w samotności, z dala od głosów innych, usłyszę wreszcie swój własny.

Wiecie, jaki jest sekret? Bycie samą ze sobą. Wypełnienie się miłością do siebie oraz do całego świata. Nie chodzi o ucieczkę od ludzi, tylko o spotkanie — pierwszy raz naprawdę — z tą jedną osobą, z którą spędzimy całe życie: samą sobą.

Można przejechać setki tysięcy kilometrów do guru i mistrzów, siedzieć u stóp najbardziej oświeconych nauczycieli świata — ale to nie rozwiąże naszych problemów ani nie spełni pragnień. Odpowiedzi, których szukamy na zewnątrz, od zawsze czekają w środku.

Najważniejsza podróż, jaką odbywamy w swoim życiu, to podróż w głąb siebie. I nie jest to lekka i przyjemna podróż all inclusive z gotowym planem i przewodnikiem. To praca w kopalni — mozolna, brudna, czasem w ciemności — aby dotrzeć do głęboko ukrytych w nas skarbów. To płacz, śmiech i powiedzenie: dość. To upadanie i wstawanie, tracenie złudzeń i odnajdywanie prawdy. Ale to jedyna podróż, po której wraca się do domu — do siebie.

Najważniejsza podróż, jaką odbywamy w swoim życiu, to podróż w głąb siebie.

Sono

Jestem

Rzym, Wieczne Miasto, nauczył mnie, że tak jak on mogę mieć swoją historię, swoje ruiny i blizny, które nie odbierają mi piękna, lecz czynią monumentalną. To one sprawiają, że JESTEM silna, dumna i piękna. Szum wody Fontanny di Trevi wypłukiwał ze mnie smutek. Z każdą spływającą po moim policzku łzą wypełniała mnie miłością. Zrozumiałam, że moja klatka nigdy nie była zamknięta, mogłam rozłożyć skrzydła i powiedzieć:

Mi chiamo Klaudia.

Sono Klaudia.

No!

Pojechałam na Cypr i nauczyłam się mówić „nie”. Stawiać granice. Bo jeśli sama ich nie wyznaczysz, inni zrobią to za ciebie. Wejdą w twoją przestrzeń i zaczną traktować ją jak swoją.

Posillipo

Wytchnienie od bólu i smutku

Pojechałam do Neapolu, gdzie bawiłam się mówiąc: Raz, dwa, trzy! Wezuwiusz patrzy!

Oswoiłam rebelię, dziką, triumfalną chęć życia na przekór wszystkiemu. Uświadamiłam sobie, że stąpam po rozgrzanej ziemi Pól Flegrejskich, że Król Wezuwiusz patrzy na mnie z góry swoją potężną, milczącą masą, a my mimo to – a raczej właśnie dlatego – bierzemy głęboki oddech morskiego powietrza i celebrujesz każdą sekundę. To życie, które wie, że jest kruche, więc staje się nieskończenie piękne.

Radoro, Daro, Sławo,

Zarga, Jarga, Ładodajo

Podróżując po Polsce, wróciłam do korzeni. Do lasów, jezior i gór, ale przede wszystkim – do siebie.

To tutaj nauczyłam się ryzykować. Przyjmować dobre rady, ufać swojej intuicji i rozpoznawać własne dary. Poznałam też człowieka, z którym postanowiłam iść przez życie.

Polska przypomniała mi słowa, które noszą w sobie mądrość naszych przodków: sławę – rozumianą jako dobre imię, jar – życiową siłę odradzającą się każdej wiosny, i żar – wewnętrzne światło, które prowadzi nawet wtedy, gdy wokół robi się ciemno.

Deal

Porozumienie

Pojechałam do Londynu i nauczyłam się budować relacje. Słuchać, negocjować i szukać rozwiązań, z których obie strony wychodzą wygrane. Nauczyłam się też, że można latami ćwiczyć perfekcyjny brytyjski akcent, przyjechać do Anglii na ważne negocjacje i stanąć naprzeciwko Szkota, którego nie zrozumiesz ani słowa. Wtedy odkryłam, że doświadczenie jest jedynym językiem, którego naprawdę warto się uczyć.

Obrigada

Dziękuję

Podróżujemy z mężem do Portugalii, gdzie nauczyliśmy się mówić „obrigada". Czuć wdzięczność. Czerpać przyjemność z wolnego, prostego życia.

Oceanio Atlântico nauczył nas kochać i śmiać się, cieszyć się i bawić. Bo nic tak nie bawi jak tona zimnej wody, która cię przewraca, wyrzuca na brzeg, przenosi tam, gdzie jej się podoba, wciąga na nowo. Pokazał nam, że życie ma swoje przypływy i odpływy — i że z każdego z nich można się cieszyć.

W Portugalii nauczyłam się też mówić: „Tak, chcę być z tobą do końca."

VIII

ROZDZIAŁ 08

Pełnia

To jednak nie jest opowieść, w której zatrzymałam się na diagnozie problemu. Przeszłam całą tę drogę — od Zosi Samosi, przez wszystkie archetypy: dziewczynkę, kochankę, królową, panią domu, cesarzową, która łączy je wszystkie w jedno, a nawet kapłankę, która niesie w sobie wiedzę. Nie uczę się już podstaw. Ja to przeszłam i przeniosłam w swoje życie.

Dziś buduję zdrowe relacje. Mam przyjaźnie z kobietami — prawdziwe, bliskie, bez rywalizacji, której się tak bałam jako dziewczynka. Jestem żoną kochającego, wspaniałego mężczyzny. Wykonuję pracę, która mnie rozwija i daje mi radość. Moje zdrowie, moje ciało, moje hormony — wszystko się naprawiło i działa dla mnie, nie przeciwko mnie. Czuję się w pełni szczęśliwa, tańcząc, śpiewając, tworząc, pisząc książki i teksty, malując obrazy, projektując przestrzenie i wnętrza.



Przeszłam tę drogę. I wierzę głęboko, że każda Polka zasługuje na szansę, by się z Zosi Samosi wyrwać. By rozkoszować się swoją cesarzową. Cieszyć się jak dziewczynka. Budować swój majątek jak pani domu. Kochać życie i męża jak kochanka. Być królową w swoim własnym królestwie.

Nie jestem Twoim guru

Nie napiszę tutaj, że ja to przeszłam, więc teraz będę przez to przeprowadzać każdego, kto jest zagubiony w rozwoju duchowym. Bo to nieprawda. Dlaczego? Bo jestem głęboko przekonana, że każdy ma swoją drogę i musi nią iść. Swoją. Nie moją. Ani żadnego guru.

Chcę być z Tobą szczera też co do jednej rzeczy: nie jestem psychologiem, a praca ze mną nie zastępuje terapii. Jeśli przechodzisz kryzys, szukasz diagnozy, potrzebujesz wsparcia psychiatrycznego — idź do specjalisty. Ja sama byłam w terapii i wiem, że ona daje rzeczy, których ja nie dam.

Pracuję inaczej. Nie wnikam, czy mama Cię biła, czy mówiła, że Cię kocha — to jest praca dla terapeuty. Ja pracuję na „czarnych skrzynkach”: pokazuję, jak budować w sobie archetypy kobiecości, i daję narzędzia do tej pracy poprzez symbolikę, enneagram i pracę z ciałem. Jeśli nie wierzysz w symbole i archetypy — to szczerze, nie jest to miejsce dla Ciebie. I to jest okej. Są inne, równie wartościowe drogi.



Ale jeśli już przeszłaś swoją terapię, swoją drogę zrozumienia „skąd to się wzięło” — i szukasz czegoś więcej, czegoś, co pomoże Ci zbudować nową tożsamość, nie tylko zrozumieć starą — to tutaj możemy razem popracować.




Mnie będzie bardzo miło — i będę zaszczycona — jeśli pojawię się na Twojej drodze i będę mogła pomóc Ci znaleźć drogowskaz. Albo pokazać kawałek trasy, którą sama opracowałam, w formie turystycznej. To jednak nie będą wakacje all inclusive. Pracuję z enneagramem. Mam kursy pracy z naturą kobiecą dla kobiet.

I jeśli czujesz, że to może być Twój kawałek drogi — zapraszam Cię do mojej oferty. Tam pokażę Ci konkretnie, jak możemy pójść nią razem.